niedziela, 16 października 2011

wyznanie

było raczej szaro,ale nie powiedziałabym,że źle.słońce nie moczyło swoich promyków w wodzie,brakowało ciepła w środku,ale także nie występowały burze powodujące sztormy i wariacje żołądka,panowała cisza.zazdrość zawsze była cudza,teraz nie tylko nie obce jest mi jej imię,ale i twarz,generalnie,to znamy się całkiem dobrze.
aktualnie jestem w wesołym miasteczku,tylko za często wsiadam na rollercoastera;do góry,na dół,dużo uśmiechu,śmiechu,trochę strachu zmieszanego z niepewnością,ekscytacja,czasem chęć rzyga. nie nadążam.
i nawet jeśli chciałabym zejść,wyjść,dać nogę,to nie mogę.po prostu się nie da,bo bycie samą sobie transformowało w funkcjonowanie w dwupaku.i raczej dajemy radę,tylko jakże ta zależność piękna i bolesna na raz,daje się we znaki jesienią,w wieczór niedzielny,gdy odnoszę wrażenie,że bez Ciebie obok nie mam siły wysmarkać nosa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz