sobota, 14 stycznia 2012

nocne refleksje Marka N.

już jakiś czas temu na swojej 'tablicy' napisałam:"nachodzi taka myśl,jedna,druga,trzecia,że tak naprawdę,to ma się ochotę zwinąć żagle,a na odchodne rzucić,albo i nie:"no sorry Mark,ale ten fejsbuk to trochę nuda". jednakże przychodzi kolejna,nocą ciemną i jak pień głuchą,gdy stoi się w pierwszym szeregu Weteranów Bezsenności,że może wcale nie.
że skoro już się wzięło tę niebieską tabletkę i dołączyło,to taką nocą ciemną i jak pień głuchą,gdy przez kilka godzin ma się na imię Marek Nocny,może by tak też wziąć czynny udział i sobie trochę porzygać",
a na myśli miałam tyle,że nie mogę spać i trochę nuda.
zdanie zmieniłam,dochodząc do wniosku,że fejsbukowe zapędy bulimiczne,to rzecz niespecjalnie zdrowa,za to snu na czas ciągle brak.
potrzebuję jakichś 'usypiaczy',najlepiej ziołowych,a może bardziej:najlepiej skutecznych.które za pośrednictwem ulotki nie groziłyby fizycznym i psychicznym uzależnieniem,spadkiem libido,niepamięcią następczą,a także nie uprzedzałyby ewentualnym wystąpieniem reakcji paradoksalnych takich jak:pobudzenie,omamy i zaburzenia osobowości.
jedna z  niewielu rzeczy,na które poniekąd mam ochotę,to zagrzebanie pod kołdrą ciepłą i siedzenie tam,póki mi się nie znudzi,nie wypowiadając w ten czas ani jednego słowa.prób owego przedsięwzięcia nawet nie omieszkam podejmować,bo są rzeczy,których się po prostu nie robi.wysyłając nie taką krótką wiadomością tekstową codzienne raporty z życia,najzwyczajniej nie wypada po prostu zamilknąć.nawet jeśli przez chwilę się twierdzi,że by się chciało.

ps spadł śnieg,no trudno,widocznie w końcu musiało się to stać,tylko pojęcia nie mam dlaczego akurat w momencie,gdy moje buty zimowe postanowiły,że już im się nie chce.



niedziela, 16 października 2011

wyznanie

było raczej szaro,ale nie powiedziałabym,że źle.słońce nie moczyło swoich promyków w wodzie,brakowało ciepła w środku,ale także nie występowały burze powodujące sztormy i wariacje żołądka,panowała cisza.zazdrość zawsze była cudza,teraz nie tylko nie obce jest mi jej imię,ale i twarz,generalnie,to znamy się całkiem dobrze.
aktualnie jestem w wesołym miasteczku,tylko za często wsiadam na rollercoastera;do góry,na dół,dużo uśmiechu,śmiechu,trochę strachu zmieszanego z niepewnością,ekscytacja,czasem chęć rzyga. nie nadążam.
i nawet jeśli chciałabym zejść,wyjść,dać nogę,to nie mogę.po prostu się nie da,bo bycie samą sobie transformowało w funkcjonowanie w dwupaku.i raczej dajemy radę,tylko jakże ta zależność piękna i bolesna na raz,daje się we znaki jesienią,w wieczór niedzielny,gdy odnoszę wrażenie,że bez Ciebie obok nie mam siły wysmarkać nosa.

niedziela, 10 kwietnia 2011

(oddaj mi moją głowę,apeluję,choć bez przekonania,nie wiedząc sama czy się droczę,a jeśli tak,to właściwie z kim.)

środa, 12 stycznia 2011

Człowiek Najmniej Skażony Światem na całym świecie

miałam napisać:
pamiętam dobrze,jakby było to wczoraj,a nie trzy dni temu, gdy pierwszego września podeszła do mnie, oznajmiła jak się nazywa i spytała czy usiądziemy razem.no i tak siedzimy po dziś dzień, tylko od czasu do czasu zmieniamy ławki.ta ostatnia ma długość prawie pięciu godzin pociągiem,ale co mi pozostaje innego,niż wpakować majtki i skarpetki w jedną kieszeń,szczoteczkę do zębów w drugą i kupić bilet.
nawet jeśli myślę,że połączenie Trójmiasto-Toruń przez Bydgoszcz jest głupie.

ale napiszę:  pamiętam dobrze,jakby było to wczoraj,a nie trzy dni temu, gdy pierwszego września podeszła do mnie,oznajmiła jak się nazywa i spytała czy usiądziemy razem.no i tak siedzimy po dziś dzień, tylko od czasu do czasu zmieniamy ławki.ta ostatnia ma długość prawie pięciu godzin pociągiem,ale co mi pozostaje innego,
niż siedzenie na dupie i trzymanie pionu,póki nie nadejdzie weekend.sms oznajmił: przyjeżdżam w następny.